Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 915 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

...

sobota, 24 sierpnia 2013 19:18

Znów dłuższa przerwa- zaczyna mnie to wkurzać. Naprawdę chciałabym zaglądać tu częściej, ale też nie chcę być wciaż taka monotematyczna...
Mam nową współlokatorkę, Samiyę, która pracuje tam gdzie ja. Akurat okazało się, że poszukuje pokoju wtedy kiedy ja szukałam kogoś do mieszkania, więc dobrze się złożyło. Zawsze to inaczej, bo znam ją już około roku, no i to naprawdę fajna dziewczyna. I również w beznadziejnej sytuacji, przynajmniej jeżeli chodzi o pracę, bo ona z kolei jest magistrem chemii, a wylądowała w tej samej lipnej branży co ja. A nawet pracuje tam dłużej. Ale przynajmniej jej życie uczuciowe nie kuleje, bo ma naprawdę fajnego faceta. Tzn, może nie w moim typie, ale fajnego. 
Można powiedzieć, że się trochę zaprzyjaźniłyśmy, więc czuję się wreszcie trochę mniej samotna w tym mieście. 

Postanowiłam wreszcie zacząć działać, żeby nie usychać wciąż z tęsknoty za Amanem, a co za tym idzie, umierać w samotności, i za namową koleżanki założyłam profil na portalu randkowym. Wiem, że niektórym może wydawać się to śmieszne, a nawet żałosne, ale mnie tam wszystko jedno. Jeżeli nie wiedzie mi się w realnym życiu, postanowiłam spróbować w wirtualnym świecie. Poza poza tym znam kilka par, które poznały się w ten sposób, a na ich czele jest Kajal ze swoim obecnym już mężem, którym to świadkowałam na ślubie rok temu. A więc chyba można.
Ok, na razie nic konkretnego z tego nie wynika, na razie tylko odpowiadam na wiadomości tych, którzy wydają mi się godni uwagi, albo ignoruję tych typu: "ładna z ciebie dupcia, pokaż więcej ciałka". 
Ostatnio Samiya, ja i inna nasza koleżanka z pracy, Poonam, byłyśmy na piwie i gadałyśmy o tym portalu. Poonam też ma tam profil, tyle, że pierwszy facet z jakim się umówiła na spotkanie, okazał się, delikatnie mówiąc, niespełna rozumu. Mimo, że na koniec tej randki powiedziała mu wyraźnie, że nie będzie zainteresowana kontynuowaniem znajomości z nim, następnego dnia wyczekiwał na nią pod firmą ponad pół godziny, a kiedy wyszła wraz z Samiyą i ze mną, schował się i szedł za nami, bo było to właśnie tego dnia, kiedy poszłyśmy po pracy do knajpy.
  Poonam wciąż nerwowo rozgladała się na boki, a ja czułam się jak  w amerykańskim filmie. 
-Może wracajmy do pracy, jak sobie pójdzie to wyjdziemy- zaproponowała Samiya.
-Coś ty, mogłyśmy w ogóle nie wychodzić, teraz za późno- odparła Poonam, strzelając wciąż oczami na prawo i lewo.
-A po jaką cholerę mówiłaś mu gdzie dokładnie pracujesz?- spytałam zła.
-Wiem, że źle zrobiłam, ale błagam cię, Lalita, nie pogarszaj sprawy, bo już teraz czuję się jak idiotka, osaczona w dodatku- powiedziała wściekłym szeptem.
Nie wiedziałam jak facet wygląda, więc miałam wrażenie, że dziewczyna trochę panikuje, ale kiedy tylko usiadłyśmy w knajpie, on wszedł po trzech minutach i zawołał do niej:
-O, cześć, co za spotkanie!
-Hmmm, no właśnie, hmm, tak mi się właśnie zdawało, że cię widziałam- odparła Poonam, siląc się na spokój.
-Mnie? Niemożliwe, dopiero się pojawiłem w tej okolicy.- powiedział i odszedł na chwilę do baru.
-Co robimy?- spytała Samiya, której chyba też zaczeło się udzielać zdenerwowanie.
-Nie wiem, nie wiem- jęknęła Poonam- Ja was przepraszam, chciałam wam właśnie o nim dziś opowiedzieć, nie sądziłam, że okaże się takim...
-Czyżbyście mówiły o mnie?- facet wyrósł jak spod ziemi.
-Eeee... nie, co ty? Gadamy o pracy i takie tam... Może przysiądziesz się do nas?- spytała Poonam, bo stał z piwem i patrzył wymownie na puste krzesło przy naszym stoliku.
Kopnęłam ją lekko w kostkę, ale posłała mi spojrzenie w stylu " no a co miałam zrobić?".
Atmosfera była więc tragiczna. Gadałyśmy we trzy o swoich sprawach, a on próbował się wtrącać, jawnie obmacywał i obejmował Poonam, na co ona miała minę, jakby chciała się porzygać, a kiedy kazała mu przestać, siedział wściekły. Potem Samiya i ja gadałyśmy o czymś we dwie, oni wtedy poszeptali coś między sobą,  i nagle on wybuchnął na cały lokal:
-A czy ty wiesz co tracisz?!
Wszyscy zaczęli rzecz jasna się na nas gapić, a on wyszedł przyspieszonym krokiem z miną seryjnego mordercy.
Minęła dłuższa chwila, zanim Poonam nieco się uspokoiła. 
-No i mam nauczkę! Ale na początku wydawał się fajny, to znaczy kiedy pisaliśmy na necie, bo wczoraj już nie...Po co ja mu mówiłam gdzie pracuję? I gdzie mieszkam?
-Co?!- przeraziłyśmy się.
-No... dokładnego adresu nie zna, ale to nie problem, wystarczy że zapyta kogoś w mojej okolicy...  Randek mi się zachciało!- i wychyliła od razu pół piwa.
Najgorsze było to, że nie mogłyśmy jej powiedzieć, żeby się nie przejmowała, bo przecież ewidentnie było czym... Wyszłyśmy więc stamtąd wcześniej i poczułyśmy, że Poonam jest bezpieczna dopiero wtedy, kiedy wsiadła do swojego autobusu.
Ja też mam nauczkę. Pewnie też z kimś się umówię na żywo, ale na pewno nie dam od razu nikomu swojego telefonu i adresu. Co za świat...
 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (4) | zaloguj się, aby dodać komentarz

...

niedziela, 23 czerwca 2013 13:27

Oj, strasznie ciężko mi się było zebrać po tak długim czasie, żeby znowu coś napisać- pewnie dlatego, że w moim życiu od ostatniego wpisu wydarzyło się jednocześnie wiele i nic. A ogólnie chyba bardziej nic.
Mijają dni, miesiące, tak cholernie do siebie podobne, że zaczynam dostawać szału. Beznadziejna praca na śmieciowej umowie, gdzie jedynym plusem jest atmosfera wśród konsultantów, więc przynajmniej mam z kim pogadać (no, oprócz klientów), ale to gadanie nie prowadzi do jakiejś większej zażyłości, a co za tym idzie, nie mam tu żadnych przyjaciół. Więc potem wracam do domu (a raczej do mieszkania) i nie mam przez resztę dnia do kogo gęby otworzyć. Mam dwie nowe współlokatorki, bo Maya i reszta dziewczyn już się wyniosły po obronie licencjatu, i brakuje mi ich, bo z tymi dziewczynami tylko się mijam i czuję się jeszcze bardziej samotna. Poza tym jedna z nich już się właściwie wyprowadziła, a że nie mogłam się od niej doprosić większej części kasy za ostatnie miesiące, musiałam ogołocić doszczętnie swoje konto, żeby to wszystko spłacić i jestem przez to w dołku finansowym. Wiem co powiecie, ale nic nie mogłam zrobić, bo właścicielka mieszkania, która jest za granicą, nawet głupiej umowy z nami nie spisała, więc dziewczyna mogła zarówno ją jak i mnie, dosłownie mówiąc, wydymać, bez konsekwencji.
 Życie uczuciowe jak kulało, tak kuleje. Z Amanem nie wymieniłam się choćby jednym smsem od kliku miesięcy, a i tak wciąż o nim myślę. Zaskoczeni? Pewnie nie.
Owszem, próbuję robić coś w tym kierunku, tzn żeby to się zmieniło, ale na razie opornie mi idzie. Zresztą, o tym może następnym razem.


Podziel się
oceń
1
3

komentarze (6) | zaloguj się, aby dodać komentarz

koniec tej przerwy;)

poniedziałek, 15 kwietnia 2013 16:42

Wierzyć mi się nie chce, że tek długo mnie tu nie było. Sporo mam do nadrobienia, choc w moim życiu do żadnych rewolucyjnych zmian nie doszło. Ale o tym następnym razem.
Muszę was poodwiedzać;) Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście. Zagladajcie czasem:)


Podziel się
oceń
0
3

komentarze (3) | zaloguj się, aby dodać komentarz

;/

czwartek, 30 sierpnia 2012 16:14

Zmieniłam w końcu pracę, ale na taką, że zatęskniłam za tą starą... Nowa jest równie beznadziejna, nawet gorsza- siedzę teraz na słuchawce w centrali jednej z sieci komórkowych. Też umowa-zlecenie, a atmosfera i zarobki wołają o pomstę do nieba. I mimo, że szukam cały czas czegoś lepszego, nie mogę znaleźć nic. I nie ja jedna. Tam gdzie teraz jestem jest wiele osób w podobnej sytuacji- niby po studiach, niby niegłupich, a pracujących przy durnym telefonie i jeszcze cieszących się z tego, że na ich konto wpływa marna pensja.
Naprawdę mam dość. Może w końcu będę musiała iść śladami Preity i innych znajomych, którzy schowali dumę w buty i pracują poza granicami kraju w fabrykach, szklarniach, na budowach czy na polach.
I muszę jeszcze dodać, że nienawidzę naszego rządu. Jaśnie Pan Premier skupia się jak nie na durnym Acta, to na podniesieniu wieku emerytalnego, a nie robi NIC, by poprawić sytuację młodych ludzi. I ogólnie bezrobocia. Gdy widzę na ekranie TV jego gębę, mam ochotę rzucić czymś cieżkim w ekran. 

Jedynym pocieszeniem było parę imprez tego lata, bo zaliczyłam aż sześć wesel, a jeszcze jedno przede mną. Wszystkie były świetne, no może z wyjątkiem wesela Johara, na które zaprosił mnie Shahid. I nie twierdzę tak przez wzgląd na stare czasy, bo sama impreza była świetna... no właśnie, dla niektórych aż za bardzo, bo kiedy w pewnym momencie tańczyliśmy z Shahidem, wpadł na nas z całym impetem kompletnie nawalony facet z partnerką, która... zerwała mi cały duży paznokieć u lewej nogi. Normalnie scena jak z horroru: cała stopa we krwi, palec puchnący w oczach i paznokieć przyczepiony do buta po drugiej stronie. Wyobrażacie sobie coś takiego?
-Rany boskie, Lalita! O Boże, Boże...- jęczał Shahid, gdy to zobaczył- Matko Święta, ja nie mogę...
Naprawdę, był o wiele bardziej przerażony i blady niż ja.
-Cicho!- syknęłam tylko i kulejąc powlokłam się do łazienki. Za mną pospieszyła Megha, moja dobra koleżanka z zespołu i kilka dziewczyn. Wzbudziłam niemałą sensację, nawet ludzie których nie znalam na tym weselu, prześcigali się w udzielaniu mi pomocy i robieniu opatrunków.
-Nic ci nie będzie- stwierdziła ostatecznie Megha, świeżo upieczona absolwentka jednej z akademii medycznych- No tyle, że nieźle pocierpisz, ale paznokieć odrośnie...
-Wiem, tylko obawiam się, że na twoim weselu nie potańczę, w końcu jest już za tydzień- skrzywiłam się z bólu po raz kolejny.
-Oj tam, nawet gdybyś miała założony gips na obu rękach i nogach, i tak bym cię osobiście wyciągnęła, idąc do kościoła- zaśmiała się Megha, poprawiając mi nieco humor.
Mimo to o dalszej zabawie nie mogło być mowy, choć jeszcze trochę zostałam. Ale dopiero następnego dnia odczułam w pełni ten dyskomfort- wtedy na dobre zaczęło boleć, puchnąć, krwawić... Tydzień leżałam w domu, pojękując z bólu, choć i tak wszyscy mi mówili, że jestem wyjątkowo dzielna i wytrzymała. Tyle dobrego, że nie musiałam od razu wracać do K i posiedziałam w domu.
Tydzien później na weselu Meghy faktycznie niezbyt dużo tańczyłam, bo jeszcze nie byłam w stanie, i tylko siedziałam wkurzona na caly świat, bo tego wesela oczekiwałam najbardziej ze wszystkich. Moja paczka szalała na parkiecie, a ja tylko na to patrzyłam. Shahid, którego odprosiłam  na to wesele, próbował mnie pocieszać, ale tylko jeszcze bardziej mnie wpieniał swoimi durnymi tekstami.
No i powiedzcie, czy ja nie mam pecha? Ile może być takich przypadków, że człowiek idzie sobie na imprezę z kompletem paznokci, a wraca z niej tylko z dziewiętnastoma?! ;/

Po kilkumiesięcznym milczeniu nie wytrzymałam i napisałam pewnego dnia smsa do Amana... Wiem, wiem, głupia jestem, ale chyba nie muszę mówić, że nadal go kocham tak samo, jak w dniu, kiedy to sobie uświadomiłam- czyli kilka lat temu... 
"Cześć. Mogę spytać, czy wszystko u ciebie w porządku?"- to było wszystko. A potem siedziałam jak na szpilkach, wyrzucając sobie, że to zrobiłam. Jak zwykle. Ale niedługo potem dostałam odpowiedź:
"Hej. Nie wyobrażasz sobie mojej radości na widok smsa od ciebie. Wielokrotnie chciałem cię zapytać o to samo, ale... pytam teraz. U mnie w miarę ok. Pozdrowienia z Antwerpii."
Więc napisałam, że u mnie też w miarę, bo co innego mogłam?...Zresztą, lepiej żeby nie wiedział, że zamieniłam jedno beznadziejne życie na drugie. I że nadal mija mi ono tylko w oczekiwaniu na jakikolwiek znak od niego... 


Podziel się
oceń
0
4

komentarze (10) | zaloguj się, aby dodać komentarz

...

czwartek, 05 lipca 2012 10:38

I tak sobie leci powolutku, bez większych zmian... Poza tym, że zaczynam coraz bardziej wątpić, czy na całym świecie jest choć jeden uczciwy mężczyzna. Oto kilka przykładów.

Kajal już wyszła za mąż, a ja zgodnie z planem jej świadkowałam. Wszystko wyszło dobrze, nawet mimo tego, że przyjęcie weselne było bardzo kameralne. Ale wkurzał mnie nieco świadek, który ewidentnie mnie zarywał, mimo, że, jak mowiła mi Kajal, ma dziewczynę, z którą mieszka, więc to musi być poważny związek. No, ale tej dziewczyny na przyjęciu nie było...
-Wpadłaś mu w oko, nie ma co! Może pójdziesz za moim przykładem i przeprowadzisz się na Śląsk- śmiała się Kajal na stronie. Mnie też to bawiło, póki facet jeszcze zachowywał się w miarę przyzwoicie, ale kiedy zaczął łapać mnie za tyłek w tańcu i nie tylko, miałam ochotę dać mu w mordę. Ale powstrzymałam się, bo był nawalony, więc stwierdziłam, że i ta nie będzie tego pamiętał.
Ale myliłam się. Kiedy już wróciłam do domu, Kajal po paru dniach zadzwoniła do mnie.
-Przyjedziemy niedługo do K, to dam ci zdjęcia z imprezy. Acha, Ranbir mi mówił, że na serio spodobałaś się Nikhilowi. Ciągle pyta, kiedy tu znów przyjedziesz. I powiedział, że wprawdzie nie chce się żenić, ale z tobą mógłby- chichotała.
-Za to ja może chciałabym wyjśc za mąż, ale raczej nie za niego- parsknęłam.
Tzn, Nikhil jest całkiem fajny, ale skoro zachowuje się tak mimo, że ma dziewczynę, to zdecydowanie dobrze o nim nie świadczy.

Jakiś czas potem pojechałam do domu, bo mieliśmy kolejną imprezę w grupie teatralnej na zakończenie "sezonu". Tam wkurzyłam się podwójnie.
Po pierwsze przez Johara, moją miłość z czasów licealnych. Jako, że była to impreza zamknięta, osób towarzyszących nie było, więc i on nie był z narzeczoną, z którą, nawiasem mówiąc, bierze ślub już  w sierpniu.
Tak więc impreza trwała, Johar i ja jakoś tak razem siedzieliśmy i gadaliśmy w kącie. Po jakimś czasie wyszłam do łazienki, a kiedy z niej już wychodziłam, okazało się, że Johar jest tuż przy drzwiach.
-Ech, Lalita, tak sobie myślę... tak sobie myślę, co by było... co by było gdyby...- bełkotał, po czym uwiesił się na mnie.
-Co?- mruknęłam, probując się odsunąć.
-No, gdyby nam wyszło...- nagle pochylił się i musnął wargami moją szyję- Mmm, zawsze uważałem, że linia twojej szyi to marzenie... I pięknie pachniesz...
Wiecie co jest najgorsze? Że wcale nie było latwo mi się od niego uwolnić, bo w tamtym momencie zauważyłam, że nadal mam do tego drania jakąś słabość. Niestety, mnie też alkohol nieco zaszumiał w głowie... Ale resztkami zdrowego rozsądku odepchnęłam go, nie pozwalając już na nic więcej.
-Nie rób już tego, bo ci lutnę- warknęłam.
Johar popatrzył na mnie zdziwiony, po czym zaniósł się rechotliwym, pijackim smiechem.
-To właśnie w tobie uwielbiam! Prawdziwy demon w anielskiej skórze!
Skrzywiłam się tylko i wróciłam na imprezę, gratujując sobie, że nie dalam się ponieść temu, nieco wątpliwemu jednak urokowi Johara.
 Poszłam do Mayi i powiedziałam, że chcę wracać do domu, ale ona dobrze się bawiła, więc nie zamierzała mnie słuchać. Wkurzona usiadłam więc w kącie i zaraz dosiadł się do mnie Shahid. Oczywiście jak zwykle próbował mnie bajerować, ale tak go zmroziłam spojrzeniem, że dał spokój. 
Tymczasem blisko nas usiadła Simraan, inna dziewczyna z grupy, więc Shahid zarzucił swoje sidła na nią i zaczął prawić jej, pewnie jego zdaniem wyszukane komplementy, co chwila zerkając jednak na mnie. Chciało mi się śmiać.
Kiedy Simraan wychodziła, Shahid odprowadził ją do drzwi i coś jej tam jeszcze plótł, póki nie wyszła. Zresztą, było to samo, kiedy wychodziłam ja.
-Lalita, taka wkurzona minka nie pasuje do twojej ślicznej buzi- truł- Co ja bym nie dał, żeby to poprawić...
Zignorowałam go kompletnie, bo to naprawdę było żenujące.
A kiedy tylko znalazłam się w zaciszu własnego pokoju, dostałam od niego smsa: "Dobranoc Lali, słodkich senków ci życzę. Buziaki:*". Jak ja nie znoszę takiego zdrabniania każdego slowa!
A chwilę później... kolejny sms od niego. Tyle że o treści: "Pewnie już śpisz, Simi, ale życzę słodkich senków. Buziak:*". Zwyczajnie pomylił numery, pijany idiota...
O, ludzie! Parsknęłam głośnym śmiechem, zapominając nawet o tym, że mogę obudzić wszystkich w domu. W głowie mi się to nie mieściło...
"Pomyliłeś się, tu Lalita, nie Simi"- odpisałam złośliwie.
Oczywiście zaraz potem zaczął mnie zasypywać lawiną wiadomości z przeprosinami i, co gorsza, z wyjaśnieniami- że Simraan to tylko koleżanka, że tak mu się jakoś napisało, że wie, że zrobił z siebie debila, że tylko o mnie myśli...
No i czy to nie totalna żenada? Co musi miec  w glowie facet, który wysyła hurtowo smsy dziewczynom o podobnej treści? Pieprzony amant za dychę. I nie chodzi o to, że mnie to zabolało, bo owszem, Shahid zarywa mnie od szóstego roku życia, ale bez wzajemności, tylko po prostu... Nie sądziłam, że to typ, który gra na parę frontów. Rozczarował mnie i tyle.

No i oczywiście Aman... Po tamnej naszej ostatniej kłótni na gg już sie nie odezwał, za to założył sobie konto na fb i byłam jedną z pierwszych osób, które odszukał i zaprosił do znajomych. Przyjęłam zaproszenie i zaraz tego pożałowałam, bo dzięki temu mogłam widzieć, jak ta pieprzona Zaara wyznaje mu ciągle miłość, pisze ćwierkające komentarze i dodaje na jego tablicy ckliwe piosenki... Ok, pewnie sama bym tak robiła, gdybym była na jej miejscu, ale... strasznie się przez to zadręczałam... Nie wiem, czy on to zrobił po to, zeby się nade mną znęcać, czy co...
Po jakims czasie jednak odkryłam, że mogę zablokować informacje o jego aktywności, a równocześnie mieć go dalej w znajomch. I tak zrobiłam. Dzięki temu chociaż nie będę widzieć niektórych rzeczy...

Koniec końców- nienawidzę facetów. 


Podziel się
oceń
0
5

komentarze (13) | zaloguj się, aby dodać komentarz

wtorek, 22 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  4 192  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Nowy bloog. Ta sama Lalita.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 4192

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Facet

Pytamy.pl